![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
manicomia odnaleziony grudzień
mój kot nocami wyciąga gry planszowe z pudełek i rozwija papier. kocica uczy się mruczeć.
rozpakowują pudełka,a nocami okupują nasze głowy, kto pierwszy ten lepszy.
oba mają na imię ala, choć mleko bywa zośką, a franek zamienia się w cezarego. koci świat smakuje spokojem.
nie ma jesieni, nie ma zimy, wisimy, nie ma pracy, niekomercyjne dusze daleko nie zajdą. zmuś mnie do pójścia na bankiet.
wolę przewracać się o własną głowę i czytać szwedzkie kryminały. doprawiam to cunnighamem i wyciskam sok pomarańczowy, szklanka codziennie.
zawieś mnie na drzewie. polej herbatą z hibiscusa
będę wtedy bardziej potulna.
mojej mistrzyni wycięli z głowy sporą cytrynę, zagnieździła się, rosła rozpychała się, gniotła mózg.
uczę się czesać, pleść, kręcić, falować. uczę się mieć nadzieję.
niespełna rozumu wydaje się świat, a ja cwiczę klamstwa świąteczne, jak co roku.
po drodze spotykam gwiazdy, nucę blues for you i palę papierosy. wokół rodzą się dzieci, a mój syn ogarnia mnie całą ramionam.
śpimy wtulone w siebie, mówimy dużo do siebie, milczymy zgodnie, jest constans.
dotknij mojego brzucha, niżej.
jeszcze niżej.
nie zapominamy.
2012-01-06 00:12:00 skomentuj (0) zapiski. ku pamięci.nich ci diabeł łeb ukręci. 1. the cinematic orchestra snuje się po domu, zawija w supełki razem z zielonym zapachem snów. siedzę z mlekiem w stopach, frankiem na krześle, Nią zatopioną w notatkach i własnych myślach, które czasem odciągają mnie od stanu nieważkości, w którym się poruszam. mimo migreny, mrozu, czarnych myśli. odkryłam niedawno, że już „nie czekam” na coś tam, kiedyś tam. jestem w dziś, budzę się rankiem, czasem nasiąknięta potem, ale już we własnym łóżku, lampką obok, której abażur uplotłam sama. piękna stara babcina lampa i piękny kolorowy abażur. i dobrze jest, nad wisłą biało, mam własną plażę i drugiego kota. franciszek rządzi, jest odważnym czarnym jak smoła, słodkim zakapiorem, który kocha bardzo, najbardziej i marzy by móc spać w łóżku. póki co mleko nie wpuszcza go tam na dłużej niż godzinę. chciałabym móc włożyć teraz najcieplejszy na świecie kombinezon, przezroczyste gogle, przypiąć wielkie skrzydła i polecieć nad rzeką w stronę miasta, zobaczyć zmarzniętą, iskrzącą warszawę nocą . chciałabym móc odwiedzić powiśle, które po dwóch latach życia tam, na zawsze będzie miało mnie we władaniu. tak to jest z tym powiślem, eh. 2. lubię cienie na ścianie, z cieniami przeszłości radzę sobie różnie. nie ma to jednak znaczenia, bo na równoważni trzymam się jakoś. nie pozwalam sobie spadać. nie bo nie, motywuję siebie, choć to akurat przychodzi mi z trudem. nie umiem o siebie dbać, tak ciężko przychodzi mi poddanie się, przyzwolenie na to by pozwolić komuś zadbać o mnie. Maciej, meżczyzna z którym spędziłam 11 lat, przyjaciel, kiedy jadę do niego w odwiedziny, zawsze wspomina, jak totalnie jestem niereformowalna. a potem smaruje mi bułki, stawia na stół, bo wie, jak nie lubię robić sobie jedzenia. dużo pozmieniałam, zrobiłam rewolucję, ale to wszystko działo się poza mną i nagle obudziłam się w innej rzeczywistości ucząc się samodzielności. łatwo nie jest. 3. dziś już sobota, zaraz jadę tańczyć nie poruszając się wcale. w międzyczasie choruję, asystuję goni i robię mitenki na drutach. dla czarownic. mikołajowo. świąt nie lubię, ale pojadę i postaram się by czas to był dobry. chinawoman gra nam pięknie, rosyjska dusza, dzika natura. śnieg wciąż pada, ale mam ciepłe buty i na wszystko wyjebane. 4. nie wiem, kiedy była trójka, czas płynie inaczej, jest sennie, nierealnie. zaczęłam i skończyłam remont, mam białą łazienkę wyłożoną białymi kaflami i zdjęcie z fotografiski na ścianie. dziewięcioro dzieci, żeby nie zapominać. mój syn dorasta, patrzy na mnie z góry, sięgam mu pod brodę. głowę jego jeszcze ogarniam, dużo dużo rozmawiamy i wiem, że to jeszcze mały chłopczyk, który totalnie nie rozumie świata. wciąż mieszka z tatą, tak będzie do końca gimnazjum, postanowiliśmy wspólnie. wciąż do nich jeżdżę i chodzę na obiady do byłej teściowej. moje życie jest tak totalnie pogmatwane, a zarazem tak dziecinnie proste, piękne, spokojne w swoich lękach i niepokojach. i może to zielony dym, a może pewność, że przecież liczy się tu i teraz jak powiedziała Ona. przyszłości nie ma. przeszłość to noże w plecach i mądrość jeśli pozwolisz sobie na nią. na wsłuchanie się w melodię serca, nawet kiedy dygocze. I tylko czemu tak zimno w tym kraju, czemu ludzie tacy smutni, samotni i zzoomowani na zarabianie jeszcze większych pieniędzy. 5. turn me on cocorosie w wersji z KCO za każdym razem trzepie tak samo mocno. 6. rycerz wyjechał, E w domu. zmieniałam prześcieradło na niebieskie, czekam na Nią. 7. już przyszedł maj, pachnie saska kępa, ciepłe dni spędzamy na plaży, na balkonie, na rowerze. z dala od ludzi, z rzadka z nimi, bez potrzeby.w domu panuje radiohead, karen elson i warpaint. panują koty i przyjaciele. umyłam okna. magiczny jest widok na "manhattan", na stację kosmiczną, zza cieniutkiej siatki, zza pajęczyny, powiększony w lustrze. otulamy się sobą, boimi się świata. upadamy, leją na głowy, leją nas po głowach. "I may be paranoid, but not an android". wykleiłam doniczki w kolaże, trochę się martwię, że pomidory na balkonie nie dadzą rady i jeszcze tego, że wiatr je zniszczy i też tego, że nie dam rady. że nie ogarniam tego świata. nie i chuj!i z wiekiem wcale nie wzrasta mi tolerancja do gówna jakie robią wokół siebie ludzie. wyjedźmy! tam gdzie ciepło! na zawsze! 2011-05-07 23:51:24 skomentuj (3) |