mi libro


2012
marzec
styczeń
2011
maj
2010
czerwiec
2009
grudzień
czerwiec
luty
2008
listopad
sierpień
lipiec
kwiecień
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik



przyjaciele
panijulka
takie tam
patosfery
wykrota

chwalę się !
punkt gie ogarniam
gęsia skórka kolektywne dziecko

dotykam
codziennie

słucham
pożerane dźwięki

tu bywam

możesz mówić
gg 2273317
manicomia@o2.pl

słowa słowa słowa
śmierć małych dziewczynek
bukowski
em nieprzypadkowo
biuro literackie
"wu"
świetlicki
poświatowska
macierzyński
poema

podglądane sny
chomo ;]]]]]
suisaj
mamc
kcc
emr
anh
lbr
out
neno
oblx
lzbg
npm
grf
agn
mco
ill
prcp
plf
sktch
ksk

lubię patrzeć
caliste
strauliano inspiracje
paco peregin
designscene
artdept.
silver
neumann
richard warren
staleywise
paulsunday
herbritts
mi-zo
avedon
jedroot
boski terry
wolański :*
erwitt
nasza pierwsza półka
art commerce
pierre.et.gilles
la chapelle
oiko
bowers
laleczki giny garan
stevenkleinstudio
giacobbe
von unwerth
recuenco
huet
aldridge iluzje
dragan
recuenco
nie zawsze ładnie i smacznie
refner
hywel jones
wykrota
p.lindbergh
la chapelle
erwin olaf
karsten, newton, jones
mfilomeno
zach gold
yuri dojc
zika
salomon
nadav kander
caputo
tony ward
horst
barteczko
wantuch
milos vatr
gehrek
legendphoto
calypso
carucci
stefan may
erik almas
czesi
milos vatr
himmel
perfido
horowitz
nofikow
saudek
bitesnich
amelkovich
sally mann
eva mueller





BLOG



















manicomia



take off your shoes
styczeń
dziś pierwszy raz po operacji poszła do pracy. jestem jej prawą i lewą ręką, kręgosłupem, wsparciem i oparciem,,czekamy na wynik histopatologii, drugiej już bo pierwsza wyszła chujowa. moja mistrzyni, wzbudza we mnie czułość. dziesięć lat temu praca z nią była odległym marzeniem, mrzonką, a dziś patrzę w jej zmęczone sesją, ludźmi, hałasem oczy i czuję zalewającą mnie falę czułości. dźwigam jej walizkę, torbę, próbuję odnaleźć się w morzu jej kosmetyków, pędzli, pudełeczek, uczę się przewidywać co za chwilę będzie jej potrzebne,  i tak koszmarnie się o nią boję. o to, co dalej.
tyle śmierci wokół, rak wycina bliskich z każdej strony.
a my się bronimy. pijemy koktajle owocowe, szare niebo kontra banany, kiwi, pomarańcze, truskawki i mango. ucieramy, miksujemy, smakujemy. 

marzec
spójrz na świat moimi oczami, emaptycznie, ale  bez taniej czułostkowości, spróbuj poczuć jak czuję  głaszcząc kota, jak wygląda świat z moich okien, z mojej głowy. nieprzystosowanie już nie uwiera, już wiem, że może mi sie nie podobać to, dokąd pędzą ludzie, w jaki sposób próbują wejść na podium, zdobyć szczyt.  a ja chciałabym odwrócić piramidę, przywrócić czystość, dać wolność. nie godzę się na dookołość  i nie mam zamiaru jak  szczur przemykać pośród pędzących po sukces. staram się spacerować, nawet spiesząc się, spacerować. smakuję świat. 
pędzimy ku melancholi i nie wiadomo jak długo planeta będzie nas tolerować, znosić nasze bezczelne panoszenie się. ludziem wydaje się, że są panami świata i innych stworzeń, nie widzą, że ropełzliśmy się jak robactwo po ziemi, jak szarańcza, która niszczy wszystko co spotka na swojej drodze. zapędziliśmy się, w kozi róg.  śmiecimy, opryskujemy, palimy, wiercimy, zjadamy innych, sprzedajemy, kupujemy, wyrzucam. i wciąż chcemy mieć więcej pieniędzy i najlepiej jakąś karierę, bo bez kariery to wstyd, co ludzie powiedzą. do tego jeszcze żona/mąż, dziecko, jakiś pies i smaochód, modne hobby, wszystko pięknie, cacy, zrób mi foteczkę kochanie. a w niedzielę do kościoła w nowych butach i jasnej bluzce. dać na tacę starym, obleśnym dziadom, którzy ślinią się na widok małych chłopców.
wszyscy tacy sami. wypisałam się z tego jakiś czas temu i nie mam zamiaru  wracać. posadzimy pomidory na balkonie, a potem pójdziemy nad rzekę. olga tokarczuk mówi, że każdy nalezy do jakiejś rzeki, ja wciąż nie jestem pewna, że to akurat wisła. może czeka na mnie na świecie inna rzeka. kiedyś to sprawdzę.

pomiędzy styczniem a marcem, była zima. ciemna i przygnębiająca. ale już od prawie miesiąca sroki wiją gniazdo tuż przed nosem. póki co, z marnym efektem. gniazdo na czubku drzewa, nad wisłą chwieje się i mruczy wiatrem. zastanawiałyśmy się ostatnio, gdzie złożą jajo, jak nie zdążą; choć wydaje mi się, że to dość ogarnięte stworzenia i dadzą radę. wiosna, idzie lato. słońce na balkonie, leżenie ponad czubkami drzew. mniam.

choroba g. spionizowała mnie, zaczęłam o siebie dbać, dbać o to co jem i piję, ale też jeszcze bardziej dostrzegać i celebrować chwile.chciałabym rzucić w cholerę papierosy. uczę się nie martwić się na zapas i gotować zdrowe jedzenie. bez mięsa. ale to już jakiś czas. a od kilku dni, po lekturze momentu niedźwiedzia, dodatkowo  czuję wstyd, że tyle lat byłam ślepa, dałam się wkręcić w to, że zwiarzaka można zabić, poćwiartować,a potem sprzedać w sklepie jak mentosy czy herbatę. jesteśmy mistrzami uprzedmiotawania, a przecież to świnia jako jedyny ssak ma 30 minutowy orgazm.sic!

2012-03-28 20:07:01 skomentuj (0)


odnaleziony grudzień

mój kot nocami wyciąga gry planszowe z pudełek i rozwija papier. kocica uczy się mruczeć.
rozpakowują pudełka,a nocami okupują nasze głowy, kto pierwszy ten lepszy.
oba mają na imię ala, choć mleko bywa zośką, a franek zamienia się w cezarego. koci świat smakuje spokojem.  
nie ma jesieni, nie ma zimy, wisimy, nie ma pracy, niekomercyjne dusze daleko nie zajdą. zmuś mnie do pójścia na bankiet. 
wolę przewracać się o własną głowę i czytać szwedzkie kryminały. doprawiam to cunnighamem i wyciskam sok pomarańczowy, szklanka codziennie.
zawieś mnie na drzewie. polej herbatą z hibiscusa
będę wtedy bardziej potulna. 
mojej mistrzyni wycięli z głowy sporą cytrynę, zagnieździła się, rosła rozpychała się, gniotła mózg.  
uczę się czesać, pleść, kręcić, falować. uczę się mieć nadzieję.
niespełna rozumu wydaje się świat, a ja cwiczę klamstwa świąteczne, jak co roku.
po drodze spotykam gwiazdy, nucę blues for you i palę papierosy. wokół rodzą się dzieci, a mój syn ogarnia mnie całą ramionam.
śpimy wtulone w siebie, mówimy dużo do siebie, milczymy zgodnie, jest constans.
dotknij mojego brzucha, niżej.
jeszcze niżej. 
nie zapominamy.

2012-01-06 00:12:00 skomentuj (1)