mi libro


2012
styczeń
2011
maj
2010
czerwiec
2009
grudzień
czerwiec
luty
2008
listopad
sierpień
lipiec
kwiecień
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik



przyjaciele
panijulka
takie tam
patosfery
wykrota

chwalę się !
punkt gie ogarniam
gęsia skórka kolektywne dziecko

dotykam
codziennie

słucham
pożerane dźwięki

tu bywam

możesz mówić
gg 2273317
manicomia@o2.pl

słowa słowa słowa
śmierć małych dziewczynek
bukowski
em nieprzypadkowo
biuro literackie
"wu"
świetlicki
poświatowska
macierzyński
poema

podglądane sny
chomo ;]]]]]
suisaj
mamc
kcc
emr
anh
lbr
out
neno
oblx
lzbg
npm
grf
agn
mco
ill
prcp
plf
sktch
ksk

lubię patrzeć
caliste
strauliano inspiracje
paco peregin
designscene
artdept.
silver
neumann
richard warren
staleywise
paulsunday
herbritts
mi-zo
avedon
jedroot
boski terry
wolański :*
erwitt
nasza pierwsza półka
art commerce
pierre.et.gilles
la chapelle
oiko
bowers
laleczki giny garan
stevenkleinstudio
giacobbe
von unwerth
recuenco
huet
aldridge iluzje
dragan
recuenco
nie zawsze ładnie i smacznie
refner
hywel jones
wykrota
p.lindbergh
la chapelle
erwin olaf
karsten, newton, jones
mfilomeno
zach gold
yuri dojc
zika
salomon
nadav kander
caputo
tony ward
horst
barteczko
wantuch
milos vatr
gehrek
legendphoto
calypso
carucci
stefan may
erik almas
czesi
milos vatr
himmel
perfido
horowitz
nofikow
saudek
bitesnich
amelkovich
sally mann
eva mueller





BLOG



















manicomia



odnaleziony grudzień

mój kot nocami wyciąga gry planszowe z pudełek i rozwija papier. kocica uczy się mruczeć.
rozpakowują pudełka,a nocami okupują nasze głowy, kto pierwszy ten lepszy.
oba mają na imię ala, choć mleko bywa zośką, a franek zamienia się w cezarego. koci świat smakuje spokojem.  
nie ma jesieni, nie ma zimy, wisimy, nie ma pracy, niekomercyjne dusze daleko nie zajdą. zmuś mnie do pójścia na bankiet. 
wolę przewracać się o własną głowę i czytać szwedzkie kryminały. doprawiam to cunnighamem i wyciskam sok pomarańczowy, szklanka codziennie.
zawieś mnie na drzewie. polej herbatą z hibiscusa
będę wtedy bardziej potulna. 
mojej mistrzyni wycięli z głowy sporą cytrynę, zagnieździła się, rosła rozpychała się, gniotła mózg.  
uczę się czesać, pleść, kręcić, falować. uczę się mieć nadzieję.
niespełna rozumu wydaje się świat, a ja cwiczę klamstwa świąteczne, jak co roku.
po drodze spotykam gwiazdy, nucę blues for you i palę papierosy. wokół rodzą się dzieci, a mój syn ogarnia mnie całą ramionam.
śpimy wtulone w siebie, mówimy dużo do siebie, milczymy zgodnie, jest constans.
dotknij mojego brzucha, niżej.
jeszcze niżej. 
nie zapominamy.

2012-01-06 00:12:00 skomentuj (0)


zapiski. ku pamięci.nich ci diabeł łeb ukręci.


 1. the cinematic orchestra snuje się po domu, zawija w supełki razem z zielonym zapachem snów. siedzę z mlekiem w stopach, frankiem na krześle, Nią zatopioną w notatkach i własnych myślach, które czasem odciągają mnie od stanu nieważkości, w którym się poruszam. mimo migreny, mrozu, czarnych myśli. odkryłam niedawno, że już „nie czekam” na coś tam, kiedyś tam. jestem w dziś, budzę się rankiem, czasem nasiąknięta potem, ale już we własnym łóżku, lampką obok, której abażur uplotłam sama. piękna stara babcina lampa i piękny kolorowy abażur. i dobrze jest, nad wisłą biało, mam własną plażę i drugiego kota. franciszek rządzi, jest odważnym czarnym jak smoła, słodkim zakapiorem, który kocha bardzo, najbardziej i marzy by móc spać w łóżku. póki co mleko nie wpuszcza go tam na dłużej niż godzinę. 

  chciałabym móc włożyć teraz najcieplejszy na świecie kombinezon, przezroczyste gogle, przypiąć wielkie skrzydła i polecieć nad rzeką w stronę miasta, zobaczyć zmarzniętą, iskrzącą warszawę nocą . chciałabym móc odwiedzić powiśle, które po dwóch latach życia tam, na zawsze będzie miało mnie we władaniu. tak to jest z tym powiślem, eh.

2.  lubię cienie na ścianie, z cieniami przeszłości radzę sobie różnie. nie ma to jednak znaczenia, bo na równoważni trzymam się jakoś. nie pozwalam sobie spadać. nie bo nie, motywuję siebie, choć to akurat przychodzi mi z trudem. nie umiem o siebie dbać, tak ciężko przychodzi mi poddanie się, przyzwolenie na to by pozwolić komuś zadbać o mnie.  Maciej, meżczyzna z którym spędziłam 11 lat,  przyjaciel, kiedy jadę do niego w odwiedziny, zawsze wspomina, jak totalnie jestem niereformowalna. a potem smaruje mi bułki, stawia na stół, bo wie, jak nie lubię robić sobie jedzenia. 
dużo pozmieniałam, zrobiłam rewolucję, ale to wszystko działo się poza mną i nagle obudziłam się w innej rzeczywistości ucząc się samodzielności. łatwo nie jest.

3. dziś już sobota, zaraz jadę tańczyć nie poruszając się wcale. w międzyczasie choruję, asystuję goni i robię mitenki na drutach. dla czarownic. mikołajowo. świąt nie lubię, ale pojadę i postaram się by czas to był dobry. chinawoman gra nam pięknie, rosyjska dusza, dzika natura. śnieg  wciąż pada, ale mam ciepłe buty i na wszystko wyjebane.

4. nie wiem, kiedy była trójka, czas płynie inaczej, jest sennie, nierealnie.  zaczęłam i skończyłam remont, mam białą łazienkę wyłożoną białymi kaflami i zdjęcie z fotografiski na ścianie. dziewięcioro dzieci, żeby nie zapominać. mój syn dorasta, patrzy na mnie z góry, sięgam mu pod brodę. głowę jego jeszcze ogarniam, dużo dużo rozmawiamy i wiem, że to jeszcze mały chłopczyk, który totalnie nie rozumie świata. wciąż mieszka z tatą, tak będzie do końca gimnazjum, postanowiliśmy wspólnie. wciąż do nich jeżdżę i  chodzę na obiady do byłej teściowej. moje życie jest tak totalnie pogmatwane, a zarazem tak dziecinnie proste, piękne, spokojne w swoich lękach i niepokojach. i może to zielony dym, a może pewność, że przecież liczy się tu i teraz jak powiedziała Ona. przyszłości nie ma. przeszłość to noże w plecach i mądrość jeśli pozwolisz sobie na nią. na wsłuchanie się w melodię serca, nawet kiedy dygocze. I tylko czemu tak zimno w tym kraju, czemu ludzie tacy smutni, samotni i zzoomowani na zarabianie jeszcze większych pieniędzy. 

5. turn me on cocorosie w wersji z KCO  za każdym razem trzepie tak samo mocno.

6. rycerz wyjechał, E w domu. zmieniałam prześcieradło na niebieskie, czekam na Nią.

7. już przyszedł maj, pachnie saska kępa, ciepłe dni spędzamy na plaży, na balkonie, na rowerze. z dala od ludzi, z rzadka z nimi, bez potrzeby.w domu panuje radiohead, karen elson i warpaint. panują koty i przyjaciele.
  
 umyłam okna. magiczny jest  widok na "manhattan", na stację kosmiczną,  zza cieniutkiej siatki, zza pajęczyny, powiększony w lustrze. otulamy się sobą, boimi się świata. upadamy, leją na głowy, leją nas po głowach. "I may be paranoid, but not an android".
wykleiłam doniczki w kolaże, trochę się martwię, że pomidory na balkonie nie dadzą rady i jeszcze tego, że wiatr je zniszczy i też tego, że nie dam rady. że nie ogarniam tego świata. nie i chuj!i z wiekiem wcale nie wzrasta mi tolerancja do gówna jakie robią wokół siebie ludzie.
wyjedźmy!
tam gdzie ciepło!
na zawsze!




2011-05-07 23:51:24 skomentuj (3)