![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
manicomia take off your shoes
styczeń
dziś pierwszy raz po operacji poszła do pracy. jestem jej prawą i lewą ręką, kręgosłupem, wsparciem i oparciem,,czekamy na wynik histopatologii, drugiej już bo pierwsza wyszła chujowa. moja mistrzyni, wzbudza we mnie czułość. dziesięć lat temu praca z nią była odległym marzeniem, mrzonką, a dziś patrzę w jej zmęczone sesją, ludźmi, hałasem oczy i czuję zalewającą mnie falę czułości. dźwigam jej walizkę, torbę, próbuję odnaleźć się w morzu jej kosmetyków, pędzli, pudełeczek, uczę się przewidywać co za chwilę będzie jej potrzebne, i tak koszmarnie się o nią boję. o to, co dalej.
tyle śmierci wokół, rak wycina bliskich z każdej strony.
a my się bronimy. pijemy koktajle owocowe, szare niebo kontra banany, kiwi, pomarańcze, truskawki i mango. ucieramy, miksujemy, smakujemy.
marzec
spójrz na świat moimi oczami, emaptycznie, ale bez taniej czułostkowości, spróbuj poczuć jak czuję głaszcząc kota, jak wygląda świat z moich okien, z mojej głowy. nieprzystosowanie już nie uwiera, już wiem, że może mi sie nie podobać to, dokąd pędzą ludzie, w jaki sposób próbują wejść na podium, zdobyć szczyt. a ja chciałabym odwrócić piramidę, przywrócić czystość, dać wolność. nie godzę się na dookołość i nie mam zamiaru jak szczur przemykać pośród pędzących po sukces. staram się spacerować, nawet spiesząc się, spacerować. smakuję świat.
pędzimy ku melancholi i nie wiadomo jak długo planeta będzie nas tolerować, znosić nasze bezczelne panoszenie się. ludziem wydaje się, że są panami świata i innych stworzeń, nie widzą, że ropełzliśmy się jak robactwo po ziemi, jak szarańcza, która niszczy wszystko co spotka na swojej drodze. zapędziliśmy się, w kozi róg. śmiecimy, opryskujemy, palimy, wiercimy, zjadamy innych, sprzedajemy, kupujemy, wyrzucam. i wciąż chcemy mieć więcej pieniędzy i najlepiej jakąś karierę, bo bez kariery to wstyd, co ludzie powiedzą. do tego jeszcze żona/mąż, dziecko, jakiś pies i smaochód, modne hobby, wszystko pięknie, cacy, zrób mi foteczkę kochanie. a w niedzielę do kościoła w nowych butach i jasnej bluzce. dać na tacę starym, obleśnym dziadom, którzy ślinią się na widok małych chłopców.
wszyscy tacy sami. wypisałam się z tego jakiś czas temu i nie mam zamiaru wracać. posadzimy pomidory na balkonie, a potem pójdziemy nad rzekę. olga tokarczuk mówi, że każdy nalezy do jakiejś rzeki, ja wciąż nie jestem pewna, że to akurat wisła. może czeka na mnie na świecie inna rzeka. kiedyś to sprawdzę.
pomiędzy styczniem a marcem, była zima. ciemna i przygnębiająca. ale już od prawie miesiąca sroki wiją gniazdo tuż przed nosem. póki co, z marnym efektem. gniazdo na czubku drzewa, nad wisłą chwieje się i mruczy wiatrem. zastanawiałyśmy się ostatnio, gdzie złożą jajo, jak nie zdążą; choć wydaje mi się, że to dość ogarnięte stworzenia i dadzą radę. wiosna, idzie lato. słońce na balkonie, leżenie ponad czubkami drzew. mniam.
choroba g. spionizowała mnie, zaczęłam o siebie dbać, dbać o to co jem i piję, ale też jeszcze bardziej dostrzegać i celebrować chwile.chciałabym rzucić w cholerę papierosy. uczę się nie martwić się na zapas i gotować zdrowe jedzenie. bez mięsa. ale to już jakiś czas. a od kilku dni, po lekturze momentu niedźwiedzia, dodatkowo czuję wstyd, że tyle lat byłam ślepa, dałam się wkręcić w to, że zwiarzaka można zabić, poćwiartować,a potem sprzedać w sklepie jak mentosy czy herbatę. jesteśmy mistrzami uprzedmiotawania, a przecież to świnia jako jedyny ssak ma 30 minutowy orgazm.sic!
2012-03-28 20:07:01 skomentuj (0) odnaleziony grudzień
mój kot nocami wyciąga gry planszowe z pudełek i rozwija papier. kocica uczy się mruczeć.
rozpakowują pudełka,a nocami okupują nasze głowy, kto pierwszy ten lepszy.
oba mają na imię ala, choć mleko bywa zośką, a franek zamienia się w cezarego. koci świat smakuje spokojem.
nie ma jesieni, nie ma zimy, wisimy, nie ma pracy, niekomercyjne dusze daleko nie zajdą. zmuś mnie do pójścia na bankiet.
wolę przewracać się o własną głowę i czytać szwedzkie kryminały. doprawiam to cunnighamem i wyciskam sok pomarańczowy, szklanka codziennie.
zawieś mnie na drzewie. polej herbatą z hibiscusa
będę wtedy bardziej potulna.
mojej mistrzyni wycięli z głowy sporą cytrynę, zagnieździła się, rosła rozpychała się, gniotła mózg.
uczę się czesać, pleść, kręcić, falować. uczę się mieć nadzieję.
niespełna rozumu wydaje się świat, a ja cwiczę klamstwa świąteczne, jak co roku.
po drodze spotykam gwiazdy, nucę blues for you i palę papierosy. wokół rodzą się dzieci, a mój syn ogarnia mnie całą ramionam.
śpimy wtulone w siebie, mówimy dużo do siebie, milczymy zgodnie, jest constans.
dotknij mojego brzucha, niżej.
jeszcze niżej.
nie zapominamy.
2012-01-06 00:12:00 skomentuj (1) |